Friday, September 14, 2007

Freedom, not climate, is at risk

http://www.ft.com/cms/s/2/9deb730a-19ca-11dc-99c5-000b5df10621.html

Freedom, not climate, is at risk

By Vaclav Klaus

Published: June 13 2007 17:44 | Last updated: June 13 2007 17:44

We are living in strange times. One exceptionally warm winter is enough – irrespective of the fact that in the course of the 20th century the global temperature increased only by 0.6 per cent – for the environmentalists and their followers to suggest radical measures to do something about the weather, and to do it right now.

Ask President Klaus

Vaclav Klaus

Is climate change just propaganda? Vaclav Klaus will answer your questions in an online Q&A. Post a query now

In the past year, Al Gore’s so-called “documentary” film was shown in cinemas worldwide, Britain’s – more or less Tony Blair’s – Stern report was published, the fourth report of the United Nations’ Intergovernmental Panel on Climate Change was put together and the Group of Eight summit announced ambitions to do something about the weather. Rational and freedom-loving people have to respond. The dictates of political correctness are strict and only one permitted truth, not for the first time in human history, is imposed on us. Everything else is denounced.

The author Michael Crichton stated it clearly: “the greatest challenge facing mankind is the challenge of distinguishing reality from fantasy, truth from propaganda”. I feel the same way, because global warming hysteria has become a prime example of the truth versus propaganda problem. It requires courage to oppose the “established” truth, although a lot of people – including top-class scientists – see the issue of climate change entirely differently. They protest against the arrogance of those who advocate the global warming hypothesis and relate it to human activities.

As someone who lived under communism for most of his life, I feel obliged to say that I see the biggest threat to freedom, democracy, the market economy and prosperity now in ambitious environmentalism, not in communism. This ideology wants to replace the free and spontaneous evolution of mankind by a sort of central (now global) planning.

The environmentalists ask for immediate political action because they do not believe in the long-term positive impact of economic growth and ignore both the technological progress that future generations will undoubtedly enjoy, and the proven fact that the higher the wealth of society, the higher is the quality of the environment. They are Malthusian pessimists.

The scientists should help us and take into consideration the political effects of their scientific opinions. They have an obligation to declare their political and value assumptions and how much they have affected their selection and interpretation of scientific evidence.

Does it make any sense to speak about warming of the Earth when we see it in the context of the evolution of our planet over hundreds of millions of years? Every child is taught at school about temperature variations, about the ice ages, about the much warmer climate in the Middle Ages. All of us have noticed that even during our life-time temperature changes occur (in both directions).

Due to advances in technology, increases in disposable wealth, the rationality of institutions and the ability of countries to organise themselves, the adaptability of human society has been radically increased. It will continue to increase and will solve any potential consequences of mild climate changes.

I agree with Professor Richard Lindzen from the Massachusetts Institute of Technology, who said: “future generations will wonder in bemused amazement that the early 21st century’s developed world went into hysterical panic over a globally averaged temperature increase of a few tenths of a degree, and, on the basis of gross exaggerations of highly uncertain computer projections combined into implausible chains of inference, proceeded to contemplate a roll-back of the industrial age”.

The issue of global warming is more about social than natural sciences and more about man and his freedom than about tenths of a degree Celsius changes in average global temperature.

As a witness to today’s worldwide debate on climate change, I suggest the following:
■Small climate changes do not demand far-reaching restrictive measures
■Any suppression of freedom and democracy should be avoided
■Instead of organising people from above, let us allow everyone to live as he wants
■Let us resist the politicisation of science and oppose the term “scientific consensus”, which is always achieved only by a loud minority, never by a silent majority
■Instead of speaking about “the environment”, let us be attentive to it in our personal behaviour
■Let us be humble but confident in the spontaneous evolution of human society. Let us trust its rationality and not try to slow it down or divert it in any direction
■Let us not scare ourselves with catastrophic forecasts, or use them to defend and promote irrational interventions in human lives.

The writer is President of the Czech Republic

Tuesday, September 11, 2007

Kataster rodzinny

Kataster rodzinny

http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33211,4473767.html
*Marcin Święcicki, b. minister w rządzie T. Mazowieckiego, b. prezydent Warszawy, wiceprzewodniczący Partii Demokratycznej LiD.
2007-09-09, ostatnia aktualizacja 2007-09-10 00:05

Dlaczego ludzie w Polsce tak potwornie się boją podatku katastralnego powszechnie stosowanego w Europie i Ameryce - zastanawia się Marcin Święcicki*

Zobacz powiekszenie
Fot. Adam Kozak / AG
Marcin Święcicki
ZOBACZ TAKŻE
SONDAŻ
Podatek katastralny...

...uporządkowałby nasz rynek nieruchomości.
...byłby lepszy od obecnych podatków.
...byłby gorszy od obecnych podatków.
... to poroniony pomysł. Polaków na to nie stać.

Witold Gadomski, liberał i zwolennik niskich podatków, właściciel nieruchomości, przedstawił obszerną argumentację na rzecz szybkiego wprowadzenia podatku katastralnego, czyli liczonego od wartości nieruchomości ("Kataster subito", "Gazeta", 29 czerwca). Znikną puste mieszkania i niewykorzystane działki budowlane, gminy zaczną uważniej rozmieszczać uciążliwe inwestycje, aby nie obniżać wartości budynków dookoła, bo z ich opodatkowania czerpią swój główny dochód, uporządkowany zostanie rynek nieruchomości, opodatkuje się wreszcie rezydencje sfinansowane z niejasnych źródeł. Zgadzam się z tymi argumentami.

Należałoby dodać jeszcze jeden: przestanie się opłacać inwestować wolne środki w zbędne, niepracujące nieruchomości traktowane wyłącznie jako lokaty. Tym samym poprawi się atrakcyjność inwestowania w produkcję lub trzymania oszczędności na lokatach bankowych, co powiększy możliwości kredytowe banków. Mniej środków pójdzie na konsumpcję, a więcej na rozwój.

Pozostaje tylko jedna kwestia, której Gadomski nie poruszył. Skoro podatek katastralny jest tak wspaniały, dlaczego kolejna ekipa, jak tylko zająknęła się o możliwości takiego podatku, natychmiast się z tego wycofała? Dlaczego ludzie w Polsce tak potwornie się boją podatku katastralnego powszechnie stosowanego w Europie i Ameryce? W połowie lat 90. przygotowania do katastru szły pełną parą, po czym wszystko zamrożono. W 2002 roku minister Grzegorz Kołodko zapowiadał wprowadzenie podatku katastralnego, ale się nie ośmielił. Premier Jarosław Kaczyński już powiedział, że na podatek katastralny "jest przedwcześnie", podczas kiedy wiadomo, że na świecie podatek katastralny dużo wcześniej wprowadzono niż podatki dochodowe, nie mówiąc już o Vacie, wynalazku podatkowym drugiej połowy XX wieku. Warto przypomnieć, że jeszcze w latach 20. XX wieku w USA podatki majątkowe stanowiły ponad 65 procent dochodów budżetów stanowych i lokalnych.

Głównym powodem strachu przed podatkiem katastralnym jest rzesza ludzi, których bieżące dochody są niewspółmierne do wartości posiadanych nieruchomości. Chodzi przy tym nie o nieruchomości zbędne, ale o mieszkania czy domki, w których się mieszka. Mam na myśli rencistów i emerytów, którzy niegdyś wykupili zajmowane przez nich mieszkania komunalne za niewielkie pieniądze, właścicieli lokali spółdzielczych też nabywanych na warunkach korzystniejszych niż ceny wolnorynkowe, czy wreszcie osoby, które kosztem wielu wyrzeczeń same się pobudowały i teraz raptem musiałyby płacić roczną daninę od swego domku, co się wydaje i niesprawiedliwe i często niemożliwe. Powstaje obawa, że ta potężna rzesza ludzi musiałaby wynosić się ze swych domostw i szukać mniejszego, gorzej położonego lokum albo wręcz wyrzec się wszelkiej własności i wynajmować coś, dopóki wystarczy środków ze sprzedanej własności. Gadomski sugeruje, iż byłoby to racjonalne ekonomicznie. Za luksus mieszkaniowy i lokalizacyjny trzeba płacić.

Gdzie tkwi błąd kolejnych podchodów pod podatek od wartości nieruchomości i gdzie należy szukać rozwiązania, które mogłoby pogodzić ekonomiczne zalety takiego podatku z poczuciem zdrowego rozsądku i ładu społecznego. Wiele rzeczy robimy nie dlatego, że ekonomicznie się to opłaca, ale z powodu określonych wartości. Uczymy na przykład niepełnosprawnych umysłowo, choć koszty są duże, a pożytki ekonomiczne małe.

Jakie więc warunki musiałby spełniać podatek katastralny, aby w racjonalny sposób ograniczyć najtrudniejsze do zaakceptowania jego konsekwencje, a jednocześnie zachować swą istotę?

Po pierwsze, podatek katastralny należy uczynić podatkiem rodzinnym. Idea rodzinnego podatku dochodowego wreszcie zaczyna się przebijać: wprowadzono co prawda na razie symboliczne kwoty wolne od opodatkowania na każde dziecko. Podatki stosuje się w konkretnym realnym świecie. Istnienie rodziny, wspólnego gospodarstwa domowego, wspólnej kasy jest naturalnym normalnym zjawiskiem i nie ma doprawdy powodu, aby system podatkowy tego nie uwzględniał.

Co oznaczałby podatek katastralny rodzinny? Podatek wymierza się, stosując określoną stawkę, np. 1 proc. od wartości nieruchomości. Wymiar rodzinny można wprowadzić, stosując na każdego współwłaściciela kwotę wartości wolną od podatku. Jeden właściciel - jedna kwota wolna, pięcioro współwłaścicieli - pięć kwot wolnych. Każdemu przysługuje co najwyżej jedna kwota wolna. W praktyce oznaczałoby to, że opłacałoby się dopisywać na współwłaścicieli współmałżonka i dzieci, może jeszcze kogoś z najbliższej rodziny. Nie wydaje się natomiast prawdopodobne, aby zaczęto brać na współwłaściciela swojej nieruchomości osoby dalsze, obce, "wypożyczone" do tej funkcji. Byłby to system najbardziej jednoznaczny i bezpieczny dla fiskusa. Ponieważ każdy ma swój PESEL, jakakolwiek próba wykorzystania więcej niż jednej kwoty wolnej będzie łatwa do wykrycia. Wymóg współwłasności uczyni system całkiem szczelnym. Oczywiście można w inny sposób definiować rodzinnych współużytkowników, o ile zachowa się jednoznaczne kryteria odporne na nadużycia.

Kwoty wolne w podatku katastralnym można interpretować jako wyraz prawa do pewnego minimum mieszkaniowego dla każdego obywatela. Zaspokojenie minimalnych potrzeb mieszkaniowych nie jest obciążone. Jeśli wspomina się o potrzebie wpływu podatku na bardziej racjonalną gospodarkę nieruchomościami, to uwzględnienie sytuacji rodzinnej powinno być pierwszą i najbardziej oczywistą przesłanką tej racjonalności. Rodzina wielodzietna zajmująca duże mieszkanie zapłaci mniejszy podatek niż posiadające analogiczne mieszkanie osoba samotna.

Po drugie, osoby powyżej np. 65. roku życia mogłyby korzystać z ulgi polegającej np. na określonej dodatkowej kwocie wolnej. Znów chodzi o jednoznaczne kryteria niebudzące wątpliwości. Celem tej dodatkowej ulgi byłoby złagodzenie działania podatku katastralnego w odniesieniu do osób, którym trudno się na starość wyprowadzać z nabytych niegdyś na własność mieszkań czy domków. Para emerytów mająca domek w Konstancinie nie musiałaby go opuszczać. Można co dwa lata podwyższać granicę wiekową o kolejny rok. W ten sposób powstanie swoisty, bo bardzo długi okres przejściowy, po którym sam wiek właściciela przestanie już mieć wpływ na wymiar podatku. Młode pokolenie musiałoby się już liczyć z perspektywą obciążeń podatkowych w przyszłości.

Ponadto, po trzecie, można rozważyć wprowadzenie rozwiązania wykorzystywanego we Francji, a polegającego na tym, iż osoby, które nie są w stanie uiszczać całej stawki, mogą korzystać z prawa dopisywania do hipoteki części swej należności. Należałoby określić maksymalną kwotę takiego odciążenia na podatnika. Obciążenie hipoteki musiałoby być waloryzowane corocznie co najmniej o wielkość inflacji. Jeśli ktoś nie płaciłby np. połowy należnej kwoty przy stawce jednoprocentowej, to przez 20 lat obciążyłby swą nieruchomość kwotą odpowiadającą nie więcej niż ok. 10 procent wartości nieruchomości. Oczyszczenie hipoteki pozostawiano by spadkobiercom.

Przeciwko wprowadzaniu podatku katastralnego wysuwany bywa wreszcie argument wskazujący na jego zniechęcającą rolę, co się tyczy inwestowania w nieruchomości, w tym w remonty podnoszące wartość budynków. Aby osłabić ten negatywny efekt, można przy remoncie zwiększającym wartość stosować kilkuletnie odroczenie rewaloryzacji nieruchomości do celów podatkowych.

Wszystkie powyższe ulgi nie będą oczywiście miały większego znaczenia w odniesieniu do największych potentatów: posiadaczy okazałych rezydencji i nie jednej, ale szeregu nieruchomości. W minionych 18 latach powstało wiele wspaniałych posiadłości. Niektórym rzeczywiście się powiodło w nowym ustroju. Początki kapitalizmu to czas szybkich fortun. Daleki jestem od oskarżeń, że tworzone one były z reguły w sposób pozaprawny, jak się czasem słyszy. A nawet gdyby w jakiejś mierze tak było, a zapewne było, to system podatkowy nie jest od karania niewykrytych przestępstw. Od tego są śledczy i prokuratorzy, i nawet jeśli kiepsko działają, to fiskus ich w tym nie wyręczy. Z fortun powinni się natomiast tłumaczyć politycy i urzędnicy. Nie tylko je ujawniając w oświadczeniach majątkowych, ale również wyjaśniając źródła ich pochodzenia. Sprawdzanie wiarygodności tych oświadczeń powinno być obowiązkowe.

Objęcie gruntów podatkiem od wartości zdecydowanie poprawi gospodarkę gruntami. Powierzchniowa metoda opodatkowania gruntów zachęca do przetrzymywania gruntów na cele spekulacyjne bądź do nieefektywnego ich użytkowania. Podatek za pastwisko w środku miasta (w Warszawie jest 6 ha prywatnych użytków rolnych w dzielnicy Śródmieście!) jest taki sam jak na dalekiej wsi.

Podatek katastralny zastępujący trzy dotychczasowe podatki "powierzchniowe": od nieruchomości, rolny i leśny, byłby niewątpliwie bardziej sprawiedliwym podatkiem.

Przygotowany według powyższych zasad będzie miał charakter redystrybucyjny, wyrównujący nieco rozpiętości dochodowe i majątkowe w Polsce, gwałtownie narosłe w ostatnich latach. Będzie to praktyczna realizacja hasła prezydenta Business Centre Club Marka Goliszewskiego ,,Podziel się sukcesem" rozplakatowanego w całej Polsce na początku 2005 roku. Skoro business się domaga...

Uzasadnienie dla wprowadzeniu w Polsce podatku od wartości nieruchomości jest więc następujące:

• stabilizowanie dochodów samorządów lokalnych,

• uchwycenie przez system podatkowy przeszłych wysokich dochodów zakumulowanych w postaci nieruchomości,

• racjonalna regulacja rynku nieruchomości w odróżnieniu od nieracjonalnej opartej na podatkach powierzchniowych,

• sprzyjanie wydatkom w inwestycje produkcyjne, a nie konsumpcyjne,

• lepsze wykorzystanie zasobów mieszkaniowych i gruntów,

• zmniejszenie spekulacyjnego przetrzymywania gruntów i mieszkań.

Źródło: Gazeta Wyborcza