http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/opinie_070831/opinie_a_3.html
Barbara Fedyszak-Radziejowska
Barbara Fedyszak-Radziejowska jest socjologiem, pracuje w PAN i Politechnice Warszawskiej |
Wczorajszych aresztowań Janusza Kaczmarka, Konrada Kornatowskiego i Jaromira Netzla nie można komentować, nie odnosząc się do sytuacji, z jaką mamy do czynienia od początku sierpnia. Relacje większości mediów są zdominowane przez jedną wersję wydarzeń, którą prawie wszyscy uznają za diagnozę oczywistą i niewymagającą weryfikacji ani zadawania dodatkowych pytań.
Za wiarygodne uznano na przykład zeznania byłego szefa MSWiA, które pogrążają braci Kaczyńskich. W rozhisteryzowanej debacie publicznej umknęło nam wszystkim, że tuż po ujawnieniu akcji CBA w Ministerstwie Rolnictwa Andrzej Lepper niejako sam się przyznał, że otrzymał przeciek o wymierzonej w niego akcji. Nikt też nie zauważył, że człowiek, który nie był wmieszany w korupcyjne odrolnienie gruntów, niezależnie od otrzymanego ostrzeżenia spokojnie by te grunty odrolnił, nie biorąc za to żadnej łapówki. A tych, którzy przyszli do niego z milionem złotych, wyrzuciłby na zbity pysk. Jednak stało się inaczej - przeciek spowodował rezygnację ministerstwa z odrolnienia ziemi.
Gdy się okazało, że CBA podejrzewa Janusza Kaczmarka o przeciek, Lepper oświadczył, że o akcji dowiedział się od ministra sprawiedliwości. Mam wrażenie, że Lepper, wskazując Ziobrę jako źródło przecieku (co przecież od początku było absurdalne), musiał być naprawdę zdesperowany. Najwyraźniej nie było nikogo poza ministrem sprawiedliwości, na kogo mógłby zrzucić winę, odsuwając tym samym podejrzenia od Kaczmarka.
Komisja niewiele wyjaśni
Muszę przyznać, że bawią mnie żądania powołania komisji śledczej tłumaczone tym, że musimy się dowiedzieć przed wyborami, kto jest kim, kto jaką rolę odegrał i czy możemy na niego głosować. Zadaję przy tej okazji inne pytanie: Czy dzięki najbardziej efektywnej jak dotąd komisji śledczej dowiedzieliśmy się, kto był kim w aferze Rywina, kto wchodził w skład grupy trzymającej władzę? Lew Rywin odsiedział większość wyroku i nie powiedział ani słowa na temat tych, którzy go z korupcyjną propozycją posłali. Skazano pośrednika. Ludzie władzy pozostali nietykalni.
Jeśli mamy do czynienia z aferą, w którą zamieszani są biznesmeni i politycy ze szczytów władzy, więcej niż pewne jest, że nikt z tego kręgu nie ujawni prawdy o wspólnym przestępstwie. Dlatego jedynym sposobem na ujawnianie takich nieprawidłowości jest działalność agencji państwowych. W moim przekonaniu akcja CBA była przygotowana perfekcyjnie i w każdym normalnym kraju Agencja dostałaby za nią wyrazy uznania.
Minister zaryzykował karierę
Kolejne pytanie, którego nikt nie zadał, dotyczy Andrzeja Leppera. Kim on naprawdę jest, skoro szef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji ryzykuje (jeśli śledztwo to potwierdzi) utratę stanowiska, przekazując jemu (lub komuś pośrednio) informację o planowanej akcji? Czy rzeczywiście Lepper to tylko przywódca grupy "roszczeniowych rolników"? Czy dla kogoś takiego ryzykowano by tyle, ile zaryzykował Kaczmarek?
Być może mamy tu do czynienia z problemem znacznie poważniejszym, niż nam się wydaje. Kiedyś już wspominałam, że cechą wspólną LPR i Samoobrony jest ich sympatia do Rosji. Teraz ta diagnoza powraca jak bumerang. Prasa pisała zresztą o dziwnych powiązaniach i wschodnich przyjaźniach Leppera oraz rzecznika Samoobrony.
Czy Polska jest jedynym krajem z dawnego dominium, którym Rosja wydaje się publicznie nie interesować? Czy rosyjskich polityków nie obchodzą wyniki wyborów w Polsce? Czy między inwestycją w gazociąg Rosja - Niemcy i przyszłością współpracy polsko-litewskiej (np. w rafinerii Możejki) a tym, kto ma władze w Polsce, nie ma żadnego związku? Już dziś mogę się założyć, że jeśli tylko PiS przegra wybory, Rosja zniesie embargo na polskie mięso...
Zdaję sobie sprawę, że to inna interpretacja niż powszechnie obowiązująca diagnoza, ale może ją także powinniśmy wziąć pod uwagę? Choćby ze względu na biografie ludzi, którzy dziś tworzą rząd.
Przypomnę film "Dramat w trzech aktach". Zawsze zastanawiało mnie, że w celu odebrania Porozumieniu Centrum kilku punktów procentowych poparcia w wyborach w 2001 roku zdecydowano się na nakręcenie kosztownego filmu (ekipa pojechała nawet do Ameryki Południowej). Tyle wysiłku, takie koszty... A jednak ktoś stwierdził, że warto.
Dlatego wczorajsze aresztowania warto umieścić w kontekście gry być może znacznie poważniejszej niż walka wyborcza PiS kontra reszta świata.
Co wie prokuratura
Przesłuchania w prokuraturze odbywają się, w przeciwieństwie do tych przed Sejmową Komisją ds. Służb Specjalnych, pod odpowiedzialnością karną. Ze strony ABW jest to posunięcie niezwykle ryzykowne, ponieważ Kaczmarek się dowie, jakimi dowodami i wiedzą dysponuje prokuratura. Jeśli jest to materiał miałki, były minister będzie mógł odgrywać dotychczasową rolę i eksponować swoją osobę. Dlatego nie wierzę, że aresztowań dokonano bez znaczącej podstawy.
Dla mnie Kaczmarek utracił wiarygodność, gdy jako zdymisjonowany polityk przebywający na wakacjach we Włoszech powiedział, że "żyjemy w totalitarnym państwie". Jednocześnie, mając świadomość wagi tego oskarżenia, nie wystąpił o azyl polityczny i nie bał się powrotu do takiego kraju. Wrócił jakby nigdy nic i udzielił kilkunastu wywiadów. Uwierzę panu Kaczmarkowi tylko wtedy, gdy najpierw śledztwo, a potem sąd uznają, że jest niewinny. Bo przeciek dokonany przez urzędnika państwowego to rzecz śmiertelnie poważna, za którą Zbigniew Sobotka został skazany i - błyskawicznie! - ułaskawiony przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Z tym że Kaczmarek raczej nie ma co liczyć na ułaskawienie przez obecnego prezydenta.
Myślę, że PiS doskonale wie, że aresztowanie Kaczmarka bez poważnych podstaw doprowadziłoby do przegłosowania w Sejmie konstruktywnego wotum nieufności dla rządu. A nowego rządu pod wodzą Kaczmarka lub Leppera. Tego zaś PiS na pewno nie chce. Nie chcą tego również - jak wynika z deklaracji liderów - PO ani SLD. Skąd więc powtarzające się sugestie, że PiS nie chce oddać władzy? Dlaczego mamy wątpliwości, czy SLD zagłosuje za własnym wnioskiem o skróceniu kadencji Sejmu? Przecież 21 października to chyba dobry termin na przeprowadzenie wyborów i oddanie decyzji w ręce Polaków.
Chyba, że wszyscy - od SLD, przez LPR, Samoobronę aż po Platformę - boją się panicznie, że PiS może te wybory wygrać. Wtedy przedłużanie obecnej sytuacji leży w interesie wszystkich tych partii. Szkoda tylko, że nie leży w interesie demokracji i Polski.






więcej zdjęć